Poniedziałek: W szkole święto Jana Bosko, ale ze wzgledu na mrozy – nie poszłam do szkoły ani do kościoła, mimo, że bardzo chciałam… =(
Wtorek: Kolejny dzień przesiedziany w domu… Znowu ze względu na mrozy. Ale udało mi się chyba po raz pierwszy zrobić porządniejszy obiad =)
Środa: Chciałam znowu nie iść do szkoły, ale rodzice poiedzieli, że jeśli nie pójdę to na kurs tańca też nie będę mogła iść, no więc chcąc nie chcąc poszłam… W szkole – 16 osób (połowa klasy), lekcje nudne jak flaki z olejem. Rodzice mieli 20 rocznicę ślubu =)
Czwartek: W szkole nadal 16 osób =) Po południu widziałam się z M. =) Chciałam mu zrobić malinkę, ale on walczył jak lew =P i w efekcie malinki nie zrobiłam. Zamiast tego udało mi się nadepnąć na moje okulary. Po próbie naprawy są w jeszcze gorszym stanie – rozpołowiły się =) Rodzicom wmówiłam, że na kursie tańca tańczyłam tak żywiołowo, że spadły mi na ziemię i tam je przydeptałam =) Na szczęście uwierzyli =)
Na samym kursie oczywiście byłam bez okularów – to było bardzo interesujące przeżycie, iść tak sobie po oblodzonych Gliwicach uczepiona u kurtki M. … =P Ale powrót… To była naprawdę bajka… Jeśli ktoś nie nosi na stałe okularów to może mnie nie zrozumieć… Ale każde źródło światła… Powiększone dziesięciokrotnie… Kule porozwieszane na czarnym niebie… Świecące bombki… Każda w inny wzorek… Witraże… I tak przez całą drogę, każda latarnia jak mały witraż… Tego się nie da opisać, to jest po prostu piękne! Szkoda, że ludzie, którzy nie mają wady wzroku nie mogą tego zobaczyć… Mmmm… Rozmarzyłam się =)
Piątek: Parę nudnych lekcji, potem angielski a teraz: FERIE! =D Jeszcze nie mam żadnych konkretnych planów, ale na pewno nudzić się ni będę =) Szkoda tylko, że M. ma teraz sesję… Nie będziemy się spotykać tak często, jaklbym mogła i chciała… =(
***
Dziękuję wszystkim za życzliwe słowa =) To naprawdę barzdo miłe z Waszej strony, nie spodziewałam się… =)