6,5 roku razem
piątek, 21 Styczeń 2011
Okruchy miłości. Tylko tyle mi zostaje. Na więcej liczyć nie mogę. Mówisz mi, że kochasz i, że jestem najważniejsza. I ja nie wątpię, wręcz jestem przekonana, że tak o mnie myślisz. Tylko czemu to tak trudno przekuć na drobne dowody miłości?
Pamiętam dni, kiedy wszyscy mi Ciebie zazdrościli.Bo byleś taki rycerski. Bo co tydzień dostawałam od Ciebie różę i przynajmniej raz w miesiącu gdzieś wychodziliśmy – teatr czy kino. Nosiłeś mi ciężkie torby zawadiacko przyczepione do swojego plecaka. Dni w których byłeś moją siłą i inspiracją…
Gdzie się to podziało? Już o mnie nie walczysz… Powiesz mi, że ostatnio masz ciężką sytuację finansową. OK. Rozumiem. Nie musisz mi kupować kwiatów – wystarczy wiadomość na gg, że nie możesz beze mnie żyć… Nie musimy wychodzić do kina i teatru – spacer też jest niezły.
Od ilu lat cię proszę, żebyś gdzieś mnie zabrał?
Mówisz, że byłoby mi zbyt dobrze, gdybyś spełniał wszystkie moje zachcianki… Ale był taki czas, że aby zobaczyć uśmiech na mojej twarzy byłeś w stanie zrobić bardzo dużo…
Sama nie wiem dlaczego wciąż z Tobą jestem… Czy z sentymentu dla tego, co było, czy też wciąż mam nadzieję, że los się odmieni i znowu będę za Tobą szaleć…
Wiesz, wyprzystojniałeś, zacząłeś się lepiej ubierać… A mi ciężko jest się przyznać, że wkurza mnie to, że nie zarabiasz… Obiecujesz wspólne życie… A ja wciąż cierpliwie czekam…
Wiesz, z tego co ja zarobię to nie mam wiele dla siebie. Takim moim marzeniem jest kupić sobie nowy stanik. I żel pod prysznic. Bo wszystko idzie na spłatę długów i na studia. Na moje potrzeby zostaje mi może z 50 zł. Idę więc i kupuję warzywa, rybę i szykuję dla Ciebie obiad. A Ty przychodzisz do mnie po pracy… Ja cały dzień czekam na to spotkanie… Zjadasz obiad, nie mówisz nawet dziękuję i czujesz się zbyt zmęczony, żeby zostać u mnie trochę dłużej i wrócić ostatnim autobusem…
A ja się zastanawiam: czy mam zbyt duże wymagania? Czy jestem egoistyczna? I sama już nic nie wiem…
Fizyczny wymiar tęsknoty
poniedziałek, 17 Styczeń 2011
Liczę pocałunki, którymi dziś mnie nie obdarujesz…
Czuję Twoje dłonie, którymi mnie nie dotykasz…
Słyszę słowa, których mi nie mówisz…
Choć Cię tu nie ma, widzę Cię bardzo wyraźnie…
Leżąc
Czekam na niezaspokojenie…
Ossolineum
piątek, 14 Styczeń 2011
Dzisiaj miałam przyjemność bycia w jednej z największych polskich bibliotek. Do tej pory największą była ta śląska. Idąc ulicami Wrocławia, zastanawiałam się, czym one mogą się tak naprawdę różnić, i co miała na myśli koleżanka mówiąc, że to twierdza. Owszem, budynek dość masywny, ale żeby zaraz twierdza?
Po wejściu do środka już po minucie wiedziałam dlaczego, a z każdą kolejną moje poczucie się pogłębiało. Już w chwili wejścia czujniki wykryły moje zabezpieczone książki z Biblioteki Śląskiej – od razu torebka została przeszukana a książki spisane. Druga sprawa – Ossolineum jest tzw “biblioteką reprezentacyjną” – nie ma w niej wypożyczalni a tylko czytelnie. Sam budynek przytłacza – jest ogromny, pomieszczenia, drzwi i okna jakby zaprojektowane nie dla ludzi ale dla mitologicznych olbrzymów, gigantów. Karta biblioteczna ze zdjęciem – aby przypadkiem ktoś inny nie próbował jej używać. Książek jest tu tyle, że katalog wirtualny obejmuje tylko księgozbiór od 1999 roku – wcześniejsze pozycje są tylko w katalogu kartkowym.
Gdy weszłam już do czytelni, moje książki znowu zaczęły piszczeć – okazało się, że nawet drzwi w tym momencie automatycznie się zamykają. Gdy już dostałam swoje miejsce – mogłam się spokojnie rozejrzeć.
Biblioteka Śląska jest bardzo nowoczesna, wszystko jest tak chłodne i geometryczne, jednak mimo to nie przytłacza. Tutaj niby wszystko w ciepłym barwach, drewno, dywany… Secesja… A człowiek czuje się taki malutki… Druga rzecz – bezpieczeństwo. Oprócz wszechobecnych alarmów i czujników, cały budynek upstrzony jest kamerami. W samej czytelni, tych, które widzę, jest siedem. Nie zdziwiłoby mnie zbytnio jakby się okazało, że któraś czyta mi w notatkach.
Z drugiej strony – przemili ludzie. Pomogą, pokażą, wytłumaczą i nie robią przy tym żadnych problemów czy uwag. Generalnie, mimo, że najpierw człowiek czuje się tu obco, chyba częściej będę przyjeżdżać do Wrocławia aby po prostu się pouczyć. Księgozbiór jest nieporównywalnie bogatszy, a przez to, że książki są dostępne tylko na miejscu – nigdy ich nie brakuje. A już półka podręczna z dziełami antropologicznymi… Cud, miód i orzeszki ;)
Wchłaniając wiedzę
poniedziałek, 3 Styczeń 2011
Pokochałam swoje studia. Chyba jeszcze nigdy wcześniej nauka nie była dla mnie taką przyjemnością. Siedzę w bibliotece i nawet uczenie się na taki przedmiot jak wstęp do etnologii mnie nie nudzi. Chociaż to tylko teoria o teoriach.
Wypijam espresso, biorę 5 książek i nie zauważam nawet kiedy mija czas, a tu ktoś woła: jest 19, kończymy.
Wracam do domu, wyciągam swoje książki i uczę się dalej…
Plany na rok 2011
sobota, 1 Styczeń 2011
Niestety muszę stwierdzić, że jeśli chodzi o mnie, to żaden rok nie może być gorszy niż ten co właśnie się skończył. Z drugiej strony, ten nowy na pewno będzie lepszy. Jakie mam plany? Cóż. Po prostu nie szarpać się dłużej z życiem. Brać je takie jakie jest, nie oczekiwać więcej niż daje, bo z tego są tylko frustracje. Wykorzystać każdą szansę, jaką mi to życie da. Każdy dzień wyciskać do ostatniej kropli. Nie marnować ani chwili. Nie lenić się, ale też nie zaharowywać. Odpoczywać tylko tyle ile naprawdę potrzebuję. Odnowić relacje ze znajomymi. I zawsze być w zgodzie z samą sobą.
Ile rzeczy bym chciała? Dużo. Ale nie będę za tym gonić. Nie chcę przegapić tego co najważniejsze, a tuz obok…