Brak czasu na wszystko… na miłość też?

wtorek, 20 Październik 2009

Oj, bardzo ostatnio zaniedbałam bloga… Tyle się u mnie dzieje a ja ze zmęczenia nawet nie mam czasu pisać. Czy wspominałam w ogóle, że rozpoczęłam studia na AE? I że wciąż pracuję w  McD?  I że mam już w swoim pokoju akwarium i kilka rybek? Nie mam dla siebie już dnia wolnego, a przez pracę do 24 ciągle chodzę nie wyspana. Zasypiam w autobusach, pociągu, na wykładach i ćwiczeniach, nad książką i talerzem zupy, nawet z kubkiem kawy w ręce. Zawsze mi się wydawało, że ludzie mówiący, że nie mają czasu na miłość mają nie po kolei w głowie. A ostatnio zaczynam dochodzić do wniosku, że też można mnie do nich zaliczyć. Bo albo mam zajęcia lub jestem w pracy, albo M. siedzi w Rybniku, albo jak już obydwoje mamy czas to jestem zbyt zmęczona żeby się spotkać. Ale nie damy się, i to przetrwamy. A czy nie myślę o zmianie trybu życia? Myślę cały czas. I wiem, że za nic w świecie bym tego nie zrobiła.

Zalatana

środa, 21 Marzec 2007

Ostatnio bardzo dużo się u mnie dzieje, ale nie mam nawet kiedy o tym pisać… Cały czas albo się uczę, albo jem, albo śpię, jeszcze czasami zdarza mi się sprzątać… Nie mam nawet kiedy wchodzić na neta…

Np. Robimy z kolegą referat na religię o antykoncepcji. I jestem bardzo ciekawa jak nam to wyjdzie… Zależy mi, żeby to wszystko przedstawić obiektywnie… Trochę się tego boję, bo znając naszą klasę to zostaniemy wręcz zahukani, ale trzeba spróbować. Może się uda :)

Mój Kochany żalił mi się ostatnio, że tak rzadko się widzimy… Że sobie miejsca w domu nie potrafi znaleźć, i cały czas siedzi na necie czekając aż ja będę dostępna… A ja szczerze mówiąc nawet nie mam czasu porządnie zatęskić za nim… No nie mam, chociaż bym chciała… Bo doba jest za krótka… :(

Długa notka…

wtorek, 16 Styczeń 2007

… bo dawno mnie już tu nie było. Po prostu tyle się dzieje, ze nie mam kiedy pisać =) Ostatni tydzień był wyjątkowo meczący i napchany, ale to z powodu końca okresu. Za to od piątku dzieje się wręcz fantastycznie =)

No więc po lekcjach byłam u kumpeli która wyprostowała moje piekne loki =) Miałyśmy wielką babską impreze ;) i ogólnie… Niestety w domu nikomu się nie spodobało, a M. wykpił sie stwierdzając ze wyglądam “inaczej”… Tak więc na studniówce nie będę miała prostych włosów. To było w piatek.

W sobotę był u mnie M. i spedziliśmy uroczy wieczór z rodzicami ogladając slajdy =) I było tak miło i sympatycznie, najpierw zjedliśmy ciacho, potem oglądaliśmy przez jakieś te slajdy pt mała gosia się kąpie, mała gosia siedzi na nocniku, mała gosia układa klocki… itp =) Potem zjedliśmy kolację i jeszcze siedzieliśmy tak sobie =) Uwielbiam tak z nim spędzać czas =)

A w niedzielę byłam z kumpelami na WOSP w Spodku na koncercie Myslovitz i było czadowo! I jak tyle ludzi (a trochę nas tam było) zaczęło się drzeć z Rojkiem “o peggy brown” no po prostu… Ach, brak mi słów. Dawno tak dobrze się nie bawiłam =) Do domu wróciłam po 23 a rano musiałam wstac o 6, ale… ach!

A wczoraj byłam znowu u M. i obydwoje zachowywaliśmy sie jak naćpani… Heh, pijani miłością… Chwilami go wrecz nie poznawałam, on mnie pewnie też ;) Ale fajnie było =) Uwielbiam jego usta! ;)

I jeszcze dzisiaj po lekcjach po mnie przyjechał… Z przepiękną różą… Jajku, jesteśmy ze soba prawie dwa i pół roku a ja wciąż się czuję, jakbyśmy się znali dopiero od miesiąca… Chociaż nie, to złe określenie… Znamy się już lepiej, wiemy czego możemy się po sobie spodziewać, oczekiwać… A z drugiej strony on wciąż potrafi mnie zaskakiwać… I czuję się dobrze z nim, bezpiecznie. I chociaż czas płynie to to uczucie cały czas jest świeże, nie starzeje się, a z każdym dniem kocham go bardziej i bardziej… Niektórzy znajomi śmieją się i pytają kiedy ślub, a ja mam ochotę wykrzyknąć “choćby zaraz…” Wiem , w tym jest  trochę szaleństwa ale ja naprawdę wierzę w miłość do śmierci… Więc dlaczego nie miałaby nią być ta?

A na lekcjach religii przerabiamy teraz tematy dotyczące współżycia przedmałżeńskiego… Trochę za późno mi się wydaje na ten temat, ale lepiej późno niz wcale, więc się męczymy z księdzem a ksiądz z nami… A czym dla mnie jest sex? (poprawniej by było, czym mógłby by być) Sposobem okazania uczuć. Ale nie każdemu. To jest to co mogę ofiarować najwięcej, niczego więcej nie mogę nikomu dać. W tym akcie miłości człowiek oddaje całego siebie drugiej osobie, powierza mu się. To jest wzięcie odpowiedzialności za drugą osobę, za jej przyszłość, a nie tylko teraźniejszość. To odpowiedzialność także za ewentualnie poczęte zycie. Dlatego (wg mnie) mnie powinno się tym szafować na prawo i lewo, tylko zachować dla tej jednej jedynej osoby, z którą pragnę spędzić resztę życia…

Dzisiaj na religii było mi bardzo przykro. Rozmawialiśmy o tym dlaczego po ślubie można a przed slubem nie… No i wiadomo: kwestia odpowiedzialności, prawdziwej miłośći itd. No i koleżanka zapytała sie czy dopiero ślub, w momencie gdy powiemy “tak”, czy dopiero to czyni miłośc odpowiedzialną i dojrzałą? I ksiądz się zaczął rozwodzić, że małżeństwo to sakrament, że to nie tylko papierek, dzieki któremu mozna się rozliczać z podatków… Ale jakoś nie bardzo mu szło. I wtedy kolega powiedział że małżeństwo to zaproszenie Boga do związku. I w tym momencie cała klasa wybuchneła śmiechem.

I mi się tak szalenie przykro zrobiło, bo to był taki objaw niedojrzałości, dziecinności i w ogóle… Całe zycie uczą nas religii, prawd wiary, a to nie jest coś co jest obok i nas nie dotyczy… Prawa Boże, świat Boży jest tak samo realny jak ten z biologii, chemii czy fizyki. Skoro wierzymy nauczycielom, którzy opowiadają nam o atomach, jakiś siłach elementarnych, których nie możemy dotknąć, o których wiemy tylko z doświadczeń, to dlaczego nie mamy wierzyć tym, którzy uczą nas religii? Bo to mało realne? A czy antycząstki wydają się bardziej realne? Nie ma świadków? A są, wszystcy święci, wszyscy mistycy, którzy widzieli Jezusa czy Maryję…

I w sumie może to nie powinno mnie tak obchodzić… Ja wierzę, inny nie wierzy… Ale jakoś tak zal mi takich ludzi, bo sa bardziej ubodzy… Tyle ich omija i ominie w zyciu… A ja kocham Boga i taka wręcz ignorancja boli mnie…

To tyle co chiałam napisać.

niedziela, 14 Maj 2006

Był dzisiaj u mnie M., pomagał mi zrobić zadanie z religii =) Teoretycznie mogłam je sama zrobić, ale ja lubię uczyć się z nim =) I było bardzo fajnie i miło aż się nie zapytałam o tańce… Nie będziemy mogli już chodzić… =( Szkoda bo naprawdę to polubiłam i już przyzwyczaiłam się do tego, że zawsze w czwartki jeździmy do Gliwic… A poza tym to była jedyna rzecz jaką robiliśmy wspólnie, takie nasze wspólne zainteresowanie, sposób spędzania wolnego czasu… Ja nie twierdzę, że pięknie tańczę czy coś, ale tu nie o to chodzi, żeby robić wszystko perfekcyjnie tylko żeby robić to co się lubi…

Niby od początku wiedziałam, ze tak może być, ale po cichu liczyłąm, że po kursie jednak da radę chodzic na grupę hobby… Ale niestety… =( Jakoś będę to musiała wytrztmac, ale bardzo mi będzie tego brakwało…

Szkoła

poniedziałek, 8 Maj 2006

Miałam 9 dni wolnego i w końcu musiałam iść do szkoły… =( A już czułam się jak na wakacjach… Nic nie musiałam się uczyć, chodzić do szkoły… Ale zaowocowało to tym, że znowu zapraszam Jezusa do mojego życia… Tak jakoś wyszło, że ostatnio Go zabrakło… Ale teraz znowu jest i wszystko będzie dobrze =)
***
A co do wybaczenia – ja im dawno wybaczyłam. Ale wybaczyć nie znaczy zapomnieć….

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.