Być chrześcijaninem…

niedziela, 12 Kwiecień 2009

Dzisiaj z okazji Wielkiej Nocy chciałam życzyć Wam,  aby Zmartwychwstały Chrystus obudził w nas to, co jeszcze uśpione, ożywił to, co już martwe. Niech światło Jego słowa prowadzi nas przez życie do wieczności…

Tak sobie myślę, że właśnie dzisiaj warto się zastanowić co to znaczy być chrześcijaninem. Czy to, że potrafię odmówić pacierz i znam Boże przykazania, że zostałam ochrzczona, czy to znaczy, że żyję jak chrześcijanin?

Bóg wskrzesił Go trzeciego dnia i pozwolił Mu ukazać się nie całemu ludowi, ale nam, wybranym uprzednio przez Boga na świadków(…). [(Dz 10,40-41]

Weź udział w trudach i przeciwnościach jako dobry żołnierz Chrystusa Jezusa! [2 Tm 2,3]

Co to znaczy być żołnierzem? Do tego dobrym?  Chyba każdy słyszał o Legii Cudzoziemskiej. Elita elit. Idą walczyć tam, gdzie inni się wycofują. My także mamy być elitą, zostaliśmy powołani do świętości. 
 

1. Legionisto, jesteś ochotnikiem, służącym Francji z honorem i wiernością.

2. Każdy legionista jest twoim bratem broni jaka by nie była jego narodowość, rasa czy religia. Wyrażasz to solidarnością, która łączy członków jednej rodziny.

3. Strzegący z szacunkiem tradycji, związany z twoją kadrą dowódczą, dyscyplina i koleżeństwo są twoją siłą, odwaga i lojalność twoimi cnotami.

4. Dumny z twojego stanu legionisty, wykazujesz to twoim mundurem zawsze eleganckim, twoim zachowaniem zawsze dostojnym lecz skromnym, twoimi koszarami zawsze czystymi

5. ŻElitarny żołnierzu, szkolisz się z surowością, czyścisz twoją broń jakby to był twój największy skarb, stale masz troskę o twoją formę fizyczną.

6. Otrzymane zadanie jest święte, wykonujesz je do końca przestrzegając regulaminy wojskowe i konwencje międzynarodowe a jeżeli trzeba to i za cenę własnego życia.

7. Na polu walki, działasz bez pasji i nienawiści, szanujesz pokonanych wrogów, nigdy nie opuszczasz zabitych lub swoich rannych, ani twojej broni.

To siedem punktów Kodeksu Honorowego Legionisty Legii Cudzoziemskiej. 

1. Legionisto, jesteś ochotnikiem, służącym Francji z honorem i wiernością.

Czy dla nas tytuł chrześcijanin to także powód do dumy? Czy czujemy się tym zaszczyceni? Czy może wręcz przeciwnie, jest to dla nas krępująca etykietka, od której wolimy się odciąć? A jak z naszą wiernością Bogu?

2. Każdy legionista jest twoim bratem broni jaka by nie była jego narodowość, rasa czy religia. Wyrażasz to solidarnością, która łączy członków jednej rodziny.

Jak wygląda nasza tolerancja? Wobec innych religii? Czy wykazujemy choć chęć zrozumienia i szacunku wobec innych poglądów? A co z solidarnością? Czy potrafimy pomóć naszym bliskim, ale i obcym ludziom, którzy są naszymi bliźnimi? Czy nie izolujemy się od innych ludzi? 

3. Strzegący z szacunkiem tradycji, związany z twoją kadrą dowódczą, dyscyplina i koleżeństwo są twoją siłą, odwaga i lojalność twoimi cnotami.

Jakie są nasze tradycje? Czy je znam? Czy może ograniczam się do wielkosobotniego święcenia jajek?  A jak wygląda nasza samodyscyplina? Przecież  wystarczą dwie minuty rano i wieczorem dla Boga, a w niedzielę pójśc na Mszę… Czy o naprawdę tak wiele? Czy może ulegam zwykłemu lenistwu? A poświęcenie? Jak częst zdarza mi się zrezygnować z czegoś dla dobra drugiej osoby? Czy nie za często jesteśmy egoistami?

4. Dumny z twojego stanu legionisty, wykazujesz to twoim mundurem zawsze eleganckim, twoim zachowaniem zawsze dostojnym lecz skromnym, twoimi koszarami zawsze czystymi

Czy trzeba to komentować? Jak często zdarza nam się bronić własnej wiary? Gdy ktoś się z niej nabija, obraża? Gdy ktoś źle się wyraża o księżach? Czy przechodząc obok krzyża nie wstydzę się przeżegnać? Czy jestem dumna z bycia chrześcijanine, czy nie wstydzę się tego?

5. Elitarny żołnierzu, szkolisz się z surowością, czyścisz twoją broń jakby to był twój największy skarb, stale masz troskę o twoją formę fizyczną.

Jak pogłebiam swojką wiarę? Czy wogólę to robię? A spowiedź? Jak się do niej przygotowywuję? Jak często? Czy nie tylko dwa razy w roku, przed świętami?

6. Otrzymane zadanie jest święte, wykonujesz je do końca przestrzegając regulaminy wojskowe i konwencje międzynarodowe a jeżeli trzeba to i za cenę własnego życia.

Czy jestem gotowa oddać swoje życie za wiarę? Czy potrafię na codzień żyć wymaganiami stawianymi nam przez naszą wiarę?

7. Na polu walki, działasz bez pasji i nienawiści, szanujesz pokonanych wrogów, nigdy nie opuszczasz zabitych lub swoich rannych, ani twojej broni.

Jak się zachowuję w czasie sukcesów i porażek? Czy nie zbyt często kieruję się emocjami, np. zazdrością, nienawiścią, chciwością? Czy jeśli ktoś mnie potrzebuję, to nie odmawiam?

Mamy tyle różnych drogowskazów, którymi możemy się w życiu kierować… Dekalog, Osiem Błogosławieństw i całe Kazanie na Górze… Uczynki miłosierdzia, przykazania kościelne…  ABC Społecznej Krucjaty Miłości… Więc czemy by nie i ten Kodeks? Zwłaszcza, że mamy być Chrystusowymi żołnieżami. Najlepszymi z najlepszych. Elitą.

Z uśmiechem na twarzy

wtorek, 9 Grudzień 2008

tak dla odmiany. Bo doszłam do wniosku, że zamartwianie się i marudzenie w niczym mi nie pomoże, ani niczego nie zmieni. Więc teraz towarzyszą mi uśmiechnięte myśli i nie daję się sprowokować wielkiej, czarnej i włochatej chandrze która tylko czeka i wysuwa swoje długie macki aby znowu mnie schwytać w swoje sidła.

Jedyne chwile w których uśmiech znika z mojej twarzy to te, w których rozmawiam z tatą. Dzieje się tak na skutek usilnego zaciskania zębów i nieustannego gryzienia się w język aby pozostać głuchą na jego złośliwe i prostackie zaczepki.

Nieustannie wmawiam sobie że jestem wartościową osobą i to, że wyleciałam ze studiów i wciąż nie pracuję (to akurat mnie dobija), nie może mieć żadnego wpływu na moją samoocenę (choć ma ogromny) i tata nie ma racji mówiąc mi kilka razy dziennie jak bardzo jestem beznadziejna.

Byłam w spontanicznej spowiedzi, chociaż postawiłam już na sobie samej krzyżyk, że chrześcijanka i katoliczka ze mnie do dupy. Czasami jakiś przypadek sprawia, że człowiek akurat przechodzi obok kościoła, akurat zechce mu się do niego zajrzeć i akurat odbywa się w nim spowiedź. Więc stanęłam do tej kolejki w której stałam potem pokornie czterdzieści minut, powiedziałam księdzu co miałam powiedzieć, że nie widzę sensu w swoim życiu, w tym jak ono wygląda ani w tym, co robię. Że straciłam cała swoją wiarę i nie mam pomysłu na dalsze swoje życie. Jako pokutę musiałam się uśmiechnąć do 10 osób…

W sumie nie da się opisać tego co poczułam jak odeszłam od tych kratek… Całe zło jakiego się dopuszczałam w ostatnich miesiącach, wszystko co ostatnio robiłam, a co można określić jako ostrą jazdę bez trzymanki, zostało przekreślone w zamian za 10 uśmiechów…

Przyznam się bez bicia, że się popłakałam… Bo dawno nie doświadczyłam takiej ulgi… I do tego właśnie tęskniła moja dusza, do tego chciała wrócić…

Wróciłam i nie mam zamiaru znowu tego zepsuć. Teraz nie mam wyjścia i muszę pracować nad sobą, wykorzeniając to wielkie lenistwo jakie się we mnie w ostatnich czasach zalęgło. Iść przez życie z uśmiechem na twarzy.

Dzienniczek siostry Faustyny

niedziela, 11 Luty 2007

- Dusza: Panie, lękam się, czy mi przebaczysz tak wielką liczbę grzechów, trwogą mnie napełnia moja nędza.

- Jezus: Większe jest miłosierdzie Moje, aniżeli nędze twoje i świata całego. Kto zmierzył dobroć Moją? Dla ciebie zstąpiłem z nieba na ziemię, dla ciebie pozwoliłem przybić się do krzyża, dla ciebie pozwoliłem otworzyć włócznią Najśw. Serce Swoje i otworzyłem ci źródło miłosierdzia, przychodź i czerp łaski z tego źródła naczyniem ufności. Uniżonego serca nigdy nie odrzucę, nędza twoja utonęła w przepaści Miłosierdzia Mojego. Czemuż byś miała przeprowadzać ze Mną spór o nędzę twoją. Zrób mi przyjemność, że mi oddasz wszystkie swe biedy i całą nędzę, a Ja cię napełnię skarbami łask.

- Dusza: Zwyciężyłeś, o Panie, kamienne serce moje dobrocią Twoją… (Dz. 1485)

- Jezus: (…) czemuż cię widzę tak często smutną i przygnębioną. Powiedz Mi, dziecię Moje, co to ma znaczyć ten smutek i jaka jest jego przyczyna?

- Dusza: Panie, przyczyną mojego smutku jest, że pomimo moich szczerych postanowień, wciąż upadam i to w te same błędy. Rano postanawiam, a wieczorem widzę; jak daleko odeszłam od tych postanowień.

- Jezus: Widzisz dziecię Moje, czym jesteś sama z siebie, a przyczyną twoich upadków to jest to, że za wiele liczysz sama na siebie, a za mało się opierasz na Mnie. Ale niech cię to nie zasmuca tak nadmiernie, masz do czynienia z Bogiem miłosierdzia, nędza twoja nie wyczerpie go, przecież nie określiłem liczby przebaczenia.

- Dusza: Tak, wiem to wszystko, ale pokusy wielkie napadają na mnie i różne wątpliwości budzą się we mnie, a przy tym wszystko mnie drażni i zniechęca.

- Jezus: Dziecię Moje, wiedz, że największą przeszkodą do świętości jest zniechęcenie i nieuzasadniony niepokój, on odbiera ci możność ćwiczenia się w cnocie. Wszystkie razem pokusy, nie powinny ci ani na chwilę zamącić spokoju wewnętrznego, a drażliwość i zniechęcenie, to owoc twojej miłości własnej. Nie trzeba ci się zniechęcać, ale starać się o to, aby na miejscu twej miłości własnej mogła zakrólować miłość Moja. A więc ufności, dziecię Moje, nie powinnaś się zniechęcać, przychodzić dv Mnie po przebaczenie, jeżeli Ja zawsze jestem gotów ci przebaczyć. Ile razy Mnie o to prosisz, tyle razy wysławiasz miłosierdzie Moje.

- Dusza: Ją poznaję co doskonalsze i co Ci się lepiej podoba, ale mam tak wielkie przeszkody, aby wypełnić to, co poznaję.

- Jezus: Dziecię Moje, życie na ziemi jest walką, i to wielką walką o królestwo Moje, ale nie lękaj się, bo nie jesteś sama. Ja cię wspieram zawsze, a więc oprzyj się o ramię Moje i walcz, nie lękając się niczego. Weź naczynie ufności i czerp ze zdroju żywota nie tylko dla siebie, ale i pomyśl o innych duszach… (Dz. 1488)

Msza

niedziela, 29 Październik 2006

Byłam wczoraj z M. na Mszy… Zapytał się mnie, czemu tak często płaczę przy Komunii Świętej…

A ja nie umiem inaczej. Bóg jest samą Miłością i Świętością, jest Wszechmocny, jest moim Stwórcą i Zbawicielem. Cały świat nie jest w stanie Go ogarnąć, a On chowa, ukrywa się w maleńkiej hostii, abym ja tak słaba i niegodna, grzeszna, mogła Go przyjąć. Całego.

Pochylasz się nade mną z miłością, choć prochem jestem. Ukrywasz się w tej hostii, bo jesteś Bogiem Ukrytym i nie chcesz nas zniewalać Sobą. Gdybyśmy Cię ujrzeli twarzą w twarz, w pełni Twej Boskości, musielibyśmy Cię pokochać.

A Ty obdarowałeś nas wolna wolą… Dlatego ukryłeś się…

Jezus tak mówił do Cataliny, współczesnej mistyczki: “Ostatnia Wieczerza była momentem największej bliskości ze Mną. W tej godzinie miłości ustanowiłem coś, co mogło być pojęte jako największy akt obłędu w oczach człowieka – uczyniłem siebie więźniem miłości, ustanowiłem Eucharystię. Chciałem pozostać z wami do końca świata, ponieważ Moja miłość nie mogła znieść, że zostalibyście sierotami, wy, których kocham bardziej niż własne życie.

Powinniście przewyższać w cnocie aniołów i archaniołów, ponieważ oni nie mają radości przyjmowania Mnie jako pokarmu , jak to jest w waszym przypadku. Oni piją kroplę ze źródła, ale wy, którzy macie łaskę przyjmowania Mnie, macie cały ocean”

Jezu, i jak mam nie płakać ze wzruszenia, gdy przychodzisz do mojego serca? Jak mam nie płakać nad tym, że Ty schodzisz z wysokości by zamieszkać w moim sercu? Jak mogę Ci się za to odwdzięczyć? Jak Ci mogę za to podziękować? Czym na to człowiek sobie zasłużył, żeś tak go ukochał?

To tylko Twoje wielkie Miłosierdzie…

Chrześcijanie w świecie

środa, 14 Czerwiec 2006

Chrześcijanie nie różnią się od innych ludzi ani miejscem zamieszkania, ani językiem, ani strojem. Nie mają bowiem własnych miast, nie posługują się jakimś niezwykłym dialektem, ich sposób życia nie odznacza się niczym szczególnym. Nie zawdzięczają swej nauki jakimś pomysłom czy marzeniom niespokojnych umysłów, nie występują, jak tylu innych, w obronie poglądów ludzkich. Mieszkają w miastach greckich i barbarzyńskich, jak komu wypadło, stosują się do miejscowych zwyczajów w ubraniu, jedzeniu, sposobie życia, a przecież samym swoim postępowaniem uzewnętrzniają owe prawdziwe i wręcz nie do uwierzenia prawa, jakimi się rządzą.

Mieszkają każdy we własnej ojczyźnie, lecz niby obcy przybysze. Podejmują wszystkie obowiązki jak obywatele i znoszą wszystkie ciężary jak cudzoziemcy. Każda ziemia obca jest im ojczyzną i każda ojczyzna ziemią obcą. Żenią się jak wszyscy i mają dzieci, lecz nie porzucają nowo narodzonych. Wszyscy dzielą jeden stół, lecz nie jedno łoże. Są w ciele, lecz żyją nie według ciała. Przebuwają na ziemi, lecz są obywatelami nieba. Słuchają ustalonych praw, a własnym życiem zwyciężają prawa. Kochają wszystkich ludzi, a wszyscy ich prześladują. Są zapoznani i potępiani, a skazywani na śmierć zyskują życie. Są ubodzy, a wzbogacają wielu. Wszystkiego im niedostaje, a opływają we wszystko. Pogardzają nimi, a oni w pogardzie tej znajdują chwałę. Spotwarzają ich, a są usprawiedliwieni. Ubliżają im, a oni błogosławią. Obrażają ich, a oni okazują wzystkim szacunek. Czynią dobrze, a karani są jak zbrodniarze. Karani, radują sie jak ci, co budzą się do życia. Żydzi walczą z nimi jak z obcymi, Grecy ich prześladują, a ci, którzy ich nienawidzą, nie umieją powiedzieć, jaka jest przyczyna tej nienawiści.

Jednym słowem: czym jest dusza w ciele, tym są w świecie chrześcijanie. Duszę znajdujemy we wszystkich członkach ciała, a chrześcijan w miastach świata. Dusza mieszka w ciele, a jednak nie jest z ciała i chrześcijanie w świecie mieszkają, a jednak nie są ze świata. Niewiedzialna dusza zamknięta jest w widzialnym ciele i o chrześcijanach wiadomo, że są w świecie, lecz kult, jaki oddają Bogu, pozostaje niewidzialny. Ciało nienawidzi duszy i chociaż go w niczym nie skrzywdziła, przecież z nią walczy, ponieważ przeszkadza mu w korzystaniu z rozkoszy. Świat też nienawidzi chrześcijan, chociaż go w niczym nie skrzywdzili, ponieważ są przeciwni jego rozkoszom. Dusza kocha to ciało, które jej nienawidzi, i jego członki. I chrześcijanie kochają tych, co ich nienawidzą. Dusza zamknięta jest w ciele, ale to ona właśnie stanowi o jedności ciała. I chrześcijanie zamknięci są w świecie jak w więzieniu, ale to oni właśnie stanowią o jedności świata. Dusza, choć nieśmiertelna, mieszka w namiocie śmiertelnym. I chrześcijanie obozują w tym, co zniszczalne, oczekując niezniszczalności w niebie. Dusza staje się lepsza, gdy umartwia się przez głód i pragnienie. I chrześcijanie, prześladowani, mnożą się z dnia na dzień. Tak zaszczytne stanowisko Bóg im wyznaczył, że nie godzi się go opuszczać.

z listu do Diogeneta (nr 5-6)

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.