Rozmowa

sobota, 2 Grudzień 2006

Wczoraj po Mszy rozmawiałam z ks Sławkiem… Prosiłam go o radę, co mam zrobić ze studiami… Bo tak marzyłam o tej japonistyce, a teraz… Klops…

Ta rozmowa bardzo mi pomogła, uświadomiła mi kilka rzeczy… Zresztą, już wcześniej raz po raz przychodziły mi te myśli do głowy, ale zawsze je odsuwałam…

A więc praca po japonistyce. Małe prawdopodobieństwo, żebym ją znalazła na Śląsku… A wyprowadzić się do Warszawy czy jakiegoś innego dużego miasta – nie wiem czy dałabym radę… To samo zresztą dotyczy studiów w innym mieście… To tu są moje korzenie, gdybym się tam przeniosła mogłabym stracić grunt pod nogami… Nie wiem, czy tam umiałabym żyć moimi wartościami…

Po drugie, ja zawsze chciałam studiować japonistykę, ta kultura jest cudowna, ale czy odpowiadałaby mi praca? Też raczej nie… Zawsze chciałam pracować społecznie, pomagać ludziom… Robić coś dla nich, nie dla siebie…

Więc chyba zostanę tu jednak… Pójdę na socjologię, a podyplomowo zrobię nauki o rodzinie. Moze nie będę bardzo bogata, ale i praca pewniejsza, i dająca satysfakcję. A japonistyke zawsze mogę kiedyś zrobić, prawda?

Wczoraj…

poniedziałek, 23 Styczeń 2006

… byłam na mszy nie w mojej parafii, no i żegnali księdza. Proboszcz tam jest naprawdę super: “Wprawdzie zabierają nam wikarego i będzie nam teraz troszkę ciężko, ale dziękujmy Bogu, ze mamy proboszcza…” albo “A teraz wikary będzie się pakował, jutro dwa samochody zawiozą go do nowej parafii, żeby nam już tu nic nie leżało, a jego pokój przemalujemy, posprzątamy…” Oczywiście musiał się jeszcze wypowiedzieć co on to nie sądzi o ONZ i UE, opisać o czym są wszystkie artykuły w Gosciu Niedzielnym… “Jest też jeden artykuł o wcześniakach… Bardzo piękny artykuł…” I tak dalej, i tak dalej… Starałam się zachować powagę, ale nie za bardzo mi wychodziło =) W każdym bądź razie dobrze, że są też tacy księża, nie pozwalają wyjść z kościoła w złym humorze =P

Być kobietą, być kobietą… =*

niedziela, 15 Styczeń 2006

Wczoraj była u mnie kolęda =) I był x Sławek. Ja po prostu w kościach czułam że to on przyjdzie do nas, od razu jak się obudziłam. Tak bardzo się stresowałam, ze będzie się pytał o to czy wciąż chcę iść do zakonu… Oczywiście już mi to przeszło, ale bardzo się bałam że o to zapyta… Wtedy nic o moich planach nie mówiłam rodzicom, lekko by to nimi wstrząsnęło =) Nie wiem czy mnie nie poznał czy wiedział, że o takich rzeczach nie mówi się rodzicom od razu, w każdym razie nic nie mówił na ten temat. I dobrze. To już zamknięty rozdział, wiem, że tam się nie nadaję =) To była chęć ucieczki przed światem albo rodzaj ofiary, poświęcenia się Bogu niż powołanie. Było, minęło, nieważne. =)

Lubię być kobietą. Cieszę się, że nią jestem. Nie rorumiem tych osób, które uparcie twierdzą, że wolałyby być facetami… Ja wolę być dziewczyną (No może oprócz tych paru dni w miesiącu… =P), lubię jak ludzie uważają mnie najpierw za bezbronna i delikatną a potem mogę im udowodnić że tak nie zawsze jest… Cieszę się ze przysługuje mi “prawo” do bycia nieporadną życiowo, cieszę się, jak M. się mną opiekuje, czasami aż do przesady… Nie chciałabym być facetem… Nie mogłabym płakać ani twierdzić że łzawe melodramaty są fajne, nie mogłabym wszystkich nieszczęść zwalać na okres… Mogę nie mieć na cos ochoty albo wręcz przeciwnie – uprzeć się na coś a ludzie to rozumieją. Czego chciec więcej? ;-D

Rozmawiałam

wtorek, 11 Październik 2005

z księdzem dyrekorem… W końcu się przemogłam i po prostu poromawiałam =) On jest no… nie wiem. Ale potrafi pomóc… Nie wiem jak on to robi… Chciałabym też umieć tak słuchać jak on umie… I tak doradzać… Tak żeby po rozmowie nagle wszystko stało się proste i jasne… Mimo, że wcześniej ma się potworny mętlik w głowie… =)

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.