i’m a happy man

wtorek, 19 Sierpień 2008

Czego mi brakuje do szczęścia?

W sumie to niczego. Mam kochanego i kochającego faceta, fajną rodzinę, wyrozumiałych rodziców, pieniędzy może nie mam w nadmiarze, ale tez mi ich jakoś specjalnie nie brakuje, mam małe grono przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć i z którymi świetnie się bawię, mam swój pokój, studiuję…

Jestem zadowolona z tego co osiągnęłam do tej pory, co mi przyniosło życie. Mam marzenia, wiele marzeń i będę pracować, żeby się spełniły. Od wakacji mam odwagę żeby stanąć w prawdzie. Znam swoje zalety i wady. Wiem, ze jestem leniwa, roztrzepana, skryta i trochę ze mnie bałaganiara. Wiem ze muszę nad sobą pracować, ale zyskałam coś bardzo ważnego: świadomość, ze moje życie, moja przyszłość zależy tylko ode mnie. I zyskałam odwagę, żeby z  tego korzystać. Mogę iść przed siebie  z podniesioną głową i patrzeć ludziom w oczy. Nie muszę się niczego wstydzić. Popełniam błędy, jak każdy, ale staram się je naprawiać i wyciągać z nich wnioski. Mam odwagę z nadzieją patrzeć w przyszłość, wiem, co chcę w życiu osiągnąć, do czego zmierzam.

Szczęściara ze mnie. Wiem, ze wielu ludzi w moim wieku cały czas szuka swojej drogi, tego dokąd i którędy mają zdążać… Ja już to wiem, teraz wystarczy tylko nie przegapić żadnej szansy i uparcie iść do przodu, nie dać się stłamsić ani zepchnąć. Mam siłę walczyć o marzenia.

I to jest piękne. I to jest szczęście.

Wiosenne przemyślenia

piątek, 18 Kwiecień 2008

Ostatnio coś sobie uświadomiłam. Zawsze marzyłam o tym, żeby być szczęśliwa, żeby spełniły się moje marzenia. I tylko marzyłam…

A ostatnio mnie olśniło. Przecież moje szczęście zależy tylko ode mnie. Nikt nie spełni moich marzeń, jeśli sama nie zacznę ich spełniać. A kiedy mają się spełniać, jesli ja wciąż biernie czekam?

To teraz jest najlepszy czas żeby spełniać swoje marzenia. Bo kiedy? Potem zacznę pracować, wychowywać dzieci… Więcej wolnego czasu będę miała znowu jak skończę 45 lat ;)

Zawsze chiałam nauczyc się jeździć konno – ale tylko raz na nim jechałam, i to na kucyku… Dlatego mam zamiar nauczyć się jeździć w te wakacje. Nauczę się gotować, zacznę drugi kierunek, zrobię prawo jazdy…

A jak już to zrobię, to spełnię inne marzenia – wyjdę za mąż, urodzę dzieci, nauczę się malować i rysować, będę pracować tak gdzie będę chciała, a nie tak jak wypada – od 8 do 16, nauczę się tańczyć na rurze… A przy odrobinie szczęścia być może uda mi się spełnić moje największe marzenie – założyć gospodarstwo agroturystyczne…

Nie można biernie czekac na to, co przyniesie jutro, z życiem trzeba brać się za bary, wykorzystywać każdy dzień do końca, nie marnowac ani chwili… Nasze szczęście zależy tylko od nas, jak nie będziemy mieli pomysłu na życie, to nawet wygrana w totolotka nic nam nie da…

Ot, to takie przemyślenia pod wpływem wiosennego optymizmu ;)

Moje Kochanie jest boskie… No po prostu to mam takie szczęście, że go spotkałam… To naprawdę najlepsze co mnie w życiu spotkało…

On. Jego miłość. Nasza miłość. Jego pocałunki. Nasze marzenia. Nasze pragnienia…

To że się ranimy… Bo wtedy możemy sie przepraszać… Naprawdę przepraszanie siebie nawzajem to chyba najwspanialsze chwile…

To jak mnie pociesza… Bo ja zawsze czymś się martwię… Ostatnio jak mnie pocieszał to takie grochy mi z oczu leciały… Ze wzruszenia…

Uwielbiam jego oczy… Takie błyszczące… Jego usta… I zęby… I dłonie z poobgryzanymi paznokciami… I jak ociera te moje mokre łzy…

Uwielbiam przy nim leżeć… Wtedy wszystko jest na swoim miejscu, a jego pokój staje się całym światem… Jestem wtedy bezpieczna…

I dobrze wiedzieć że resztę życia spędzimy razem… Obydwoje tego tak bardzo chcemy… Jeszcze tylko ok 3 lata musimy poczekać. Już mniej niż więcej =D

A nasz pierwszy syn będzie się nazywał Paweł Józef…

A reszta? Reszta się okaże… Z niecierpliwością czekam na to, co przyniesie nam los =)

Odmierzam czas
Liczę minuty i godziny
Przez które jestem tak szczęśliwy
Gdy dzień, gdy noc, gdy ja
Odmierzam czas
Chwile gdy jesteś tuż koło mnie,
A w oczach rozpalone ognie
I ciche słowa dwa…

Spełnione marzenie i rozmowa

sobota, 27 Październik 2007

Porozumieć się z moim tata jest wybitnie ciężko. Aktualnie potrzebuję 3 książki na studia: słownik techniczny, książkę do materiałoznawstwa i książkę do materiałoznawstwa po angielsku…

Ja: Tato, zamówiłeś mi już tą książkę do materiałoznawstwa?
Tata: Tak. A ty ten słownik?
Ja: Jeszcze nie, bo nie wiedziałam, czy za niego zapłacisz jak go zamówię…
Tata: To go zamów.
Ja: a ta druga książka (po angielsku)?
Tata: a potrzebujesz ją?
ja: tak, kolokwium będzie po angielsku…
tata: to nie zamawiaj słownika.
ja: ?? czyli mam zamówić tą po angielsku?
tata: a która bardziej potrzebujesz?
ja: skoro słownika mam nie kupować, to zostaje mi ta po angielsku…
tata: a kto powiedział, że nie masz kupować słownika?

Porażka…

W końcu stanęło na moim, czyli że zamówię obydwie… ;)

Ale ja nie o tym chciałam napisać… Chciałam napisać, że chodzę na japoński!!! =D Kurcze, w środę wieczorem dowiedziałam się że w czwartek są pierwsze zajęcia, więc poszłam… I mamy zajęcia z japonką, która nic nie potrafi po polsku… :) ale było świetnie. A to jest takie fajne uczucie, jak już jakieś swoje marzenie zdążysz odłożyć do lamusa, sądząc ze może kiedyś, na święty nigdy, zaczniesz je spełniać, i nagle się spełnia… Tego uczucia nie da się z niczym porównać…

Sen?

poniedziałek, 12 Marzec 2007

Ostatnio bardzo źle spałam… I całą jedną noc trochę drzemałam, trochę rozmyślałam… i już sama nie wiem co było snem a co jawą…

wiem już co będę robić w wakacje. Jest u nas dom smotnej matki Brata Alberta, tam jest zawsze sporo dzieci, które mają różne problemy… przede wszystkim w nauce, nie ma sie kto z nimi bawić… Już raz byłam tam wolontariuszką – w wakacje mam nadzieję, że wróce do tego… Wtedy musiałam zrezygnować, bo rodzice mi kazali ze względu na oceny…

Dlaczego chcę to robić? Dla satysfakcji. I aby po psrostu coś robić, nie siedzieć z założonymi rękami. Ale nie tylko. Z zaświadczeniem będę miała większe szanse aby dostać się na socjologię.

Byś może jeszcze będę pracować w mcdonaldzie? Zobaczę… Na pewno chcę pojechac jeszcze raz na te rekolekcje RCS… Szkoda, że nie miałam kasy, żeby jechac do Częstochowy zimą…

O czym marzę? O dużej, szczęśliwej rodzinie. Duża – bo chcę mieć przynajmniej troje dzieci. Śczęsliwej – żebym nie musiała się z mężem o wszytko kłócić. Abym miała w nim oparcie. Żebym miała czas dla dzieci, nie musiała ich podrzucać mamie albo trzymac w przedszkolu do 17. Abym przy tym potrafiła zadbać o siebie. Żebym mogła pracować. Żebym była dobrą panią domu, żoną i matką. Żeby moi bliscy mogli być ze mnie dumni. Żebym zawsze była uśmiechnięta. Żebym pozostała wierna swoim wartościom. I jeszcze o wielu innych rzeczach marzę. Ogólnie o tym wszystkim, co można nazwać szczęściem.

wiem, że chcę pomagac innym. Nie wiem jeszcze konkretnie jak. Mam nadzieję, że na socjologii się dowiem. Wiem za to, co bym mogła zrobić, gdybym dostała pracę w administracji albo samorządzie…

Zlikwidowałabym domy dziecka. Wszystkie bez wyjątku. Zamiast nich – rodziny zastępcze. To jest do zrobienia. W Poznaniu (o ile dobrze pamiętam) udało się coś takiego zrobić, więc dlaczego by nie u nas?

Czego najbardziej się boję? Że nie uda mi się w życiu zrobić niczego dobrego. Że nie uda mi się poprawić czyjegoś losu na lepszy. Że zamiast żyć z ludźmi i dla ludzi – zamienię się w egoistkę. Znam siebie i wiem, że to jest możliwe…

a w tym śnie wszytsko było takie proste…

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.