Plan szatana
środa, 17 Maj 2006
Szatan zwołał światową konferencję upadłych aniołów. W mowie wstępnej powiedział: “Nie możemy zabronić chrześcijanom chodzić na liturgię. Nie możemy też zabrać im Pisma Świętego. Nie możemy też oddzielić ich od wartości, ale musimy zrobić coś innego. Musimy im przeszkodzić w tworzeniu relacji z Chrystusem. Kiedy je nawiązują nasza władza nad nimi będzie zniszczona. Dlatego pozwólmy im chodzić do Kościoła, nie zabierajmy im ich konserwatywnego stylu życia. Ale zamierzmy się na ich czas, tak aby nie mogli przeżywać bliskości Chrystusa….
…Cel ten najlepiej osiągniemy tym, że będziemy im przeszkadzać być sam na sam z Nim, towarzysząc ludziom przez cały dzień.”
“Ale jak to zrobimy?” wołały demony.
“Zajmujcie ich błahostkami korzystajać ze wszelkich trików” odpowiedział. “Wabcie ich aby ciągle wydawali, wydawali i wydawali a następni pożyczali i pożyczali. Zapychajcie ich skrytki reklamami, ofertami i promocjami. Podsuwajcie im darmowe promocje, niepotrzebne usługi i fałszywe nadzieje. Niech pieniądze będą zawsze pierwsze!
Przekonajcie kobiety aby nie miały dzieci, pracowały i stawiały karierę na pierwszym miejscu. Niech małżonkowie ich pracują 6-7 dni w tygodniu po 10 godzin. Niech nie spędzają czasu z dziećmi. Ich rodziny będą się rozpadać, a domy przestaną być bezpiecznym azylem. Drażnijcie ich zmysły aby nie mogli przysłuchiwać się cichemu głosowi Słowa Bożego. Niech nauczą się mieć włączone radio, aby słuchali muzyki gdy prowadzą samochód. Przekonajcie ich, żeby zawsze mieli włączony telewizor, video, komputer czy wieżę. To wszystko ich zagłuszy. Nie będą jedni słuchać drugich i rozbije się ich jedność z Chrystusem.
Zapełnijcie ich domy gazetami, bombardujcie wiadomościam przez 24 godziny. Postarajcie się o ich weekendy. Niech wracają do pracy zmęczeni i nieprzygotowani do niej. Niech nie mają czasu na przyrodę, aby przypadkiem nie myśleli o Bożych cudach. Dajcie im chleba i igrzysk! Niech podburzają ich mecze, zagłuszają koncerty, niech tracą czas przy filmach.
Nie zapomnijcie o billboardach na ulicach. Nie zostawiajcie ich samych na urlopie. Wysyłajcie ich w egzotyczne miejsca, do parków rozrywki. Byle się bawili i bawili.
A kiedy się zejdą niech górują plotki ze świata. Grajcie im na nerwach. Niech biorą udział w konkursach i programach. Dajcie im tysiące powodów , dobrych powodów, aby nie mieli czasu na modlitwę i nasłuchiwanie Słów Bożych. “
Konferencja skończyła się. Demony odeszły pełnić swoje zadania. I chrześcijanie zaczęli organizować organizacje i organizacje przeciw organizacjom i zaprojektowali im czas aby nie mieli go ani dla Boga ani dla rodziny i aby biegali z jednej pracy do drugiej.
Czy plan diabła się powiódł?
Światło
sobota, 11 Luty 2006
“Mieszkałam sobie “spokojnie i wygodnie”. Było mi dobrze i nie chciałam niczego w swym życiu zmieniać. Pewnego dnia, otwierając okno, zdawało mi się słyszeć głosy. Wybiegłam przed chatkę, a do mych uszu doszły słowa: “Musicie od siebie wymagać, choćby inni od was nie wymagali” i inne: “Powstań ku światłu…”, “Podążaj w stronę światła…”
Wróciłam i próbowałam o tym zapomnieć. Jednak nie dawało mi to spokoju, wprowadzało zamęt w to dotychczas spokojne i wygodne życie. Któregoś dnia zauważyłam w oddali taką ogromną światłość. Otworzyłam okno, spostrzegłam, iż ta światłość przybliża się, przenika mnie, rozjaśnia wszystko dookoła. Poczułam jej ciepło i pełnię, ogarnęła mnie radość.
Trwało to zaledwie kilka sekund, ale odmieniło me życie. Chciałam, aby już na zawsze było ono napełnione tą światłością. Wyruszyłam na poszukiwanie jej. Po drodze kupiłam sobie świeczkę, myśląc, że to jest ten mój skarb. Zatrzymałam się i cieszyłam się nią, aż zerwał się wiatr i ją zgasił. Wielkie było moje przygnębienie… Usłyszałam słowa: “Nie lękaj się… ruszaj na spotkanie tej Światłości, która cię oświeci i przemieni”.
Idąc dalej, kupiłam sobie światełko zwane latarką , które bardzo zachwalano. Radość ta jednak nie trwała długo. Światełko zaczynało słabnąć, aż w końcu zgasło… Pomimo bólu ruszyłam w dalszą drogę. Tym razem zaproponowano mi świeczkę na olej (solidniejszą, z kloszem, aby płomień nie zgasł). Jej płomień był malutki , cały czas taki sam. Nie widziałam dobrze drogi. Potknęłam się i upadłam. Świeczka rozbiła się i zgasła. Długo myślałam nad tym, co mi się przydarzyło. Czułam się oszukana, zniechęcona, a serce przeszywał ból.
Nie daleko mnie przechodził człowiek. Powiedział: “Nadejdzie dzień, że nasze chwiejne ogniki zatracą się całkiem w promieniach światła”.
Wzbudziło to we mnie wielką nadzieję, a w sercu zabrzmiały słowa: “Wstań i chodź”. Pragnienie prawdziwego światła było tak wielkie, że nie pozwalało mi pozostać w miejscu. Spotykałam wielu ludzi, każdy miał swoją drogę, ale one często się przecinały. Doszłam do skrzyżowania. Tak wiele dróg i którą wybrać? Stałam tak, zastanawiając się… Obok przechodził mnich, który powiedział: “Raz wybrawszy, codziennie wybierać muszę”.
Zrozumiałam, że całe moje życie złożone jest z wyborów mniejszych lub większych, a one rzutują na mą przyszłość i będę musiała ponosić konsekwencje tych wyborów.
Me oczy spoczęły na dróżce niewiele różniącej się od innych. Miałam wrażenie, że serce mocniej bije. Ruszyłam nią. Po kilku dniach marszu niedaleko tej drogi zobaczyłam jasność. Skierowałam się w tamtą stronę. Była tam polana, na jej środku palił się wielki ogień, a naokoło mnóstwo ludzi (jedni przy drugich). Każdy chciał być jak najbliżej ognia, co powodowało, że ludzie zaczynali się przepychać i odpychać. Stałam, przyglądając się temu. Pomyślałam, że ta światłość, której szukam, jest inna. Ona potrafi nasycić i wypełnić, sprawia, że wszyscy chcą się nią dzielić.
Wróciłam na swoją drogę i usłyszałam pielgrzyma: “Ześlij światłość swoją i wierność swoją, niech one mnie wiodą”.
Szłam pełna nadziei. Spotykałam ludzi, którzy wiele mi pomogli m.in. zrozumieć sens i cel tej drogi. Wiedziałam, że to jeszcze daleko. Któregoś dnia słowa
“Jeśli będziecie tymi, kim macie być,
zapalicie cały świat”
wzbudziły we mnie radość, bo też chciałam “zapalić świat”, “być odblaskiem tej światłości”.
Wędrowałam, zastanawiając się, kim mam być. Zdarzało mi się błądzić, siadać na skraju drogi czy nawet przewracać się, wiele razy czułam zniechęcenie, chciałam zawrócić. W tych momentach pomagały mi takie ogniki Bożej światłości. Pewnego dnia spotkałam wspólnotę ubraną w białe tuniki śpiewającą podczas drogi. Pojawiały się często słowa: “Śpiewaj i idź”, “Kochaj i czyń, co chcesz”.
Idąc tak, zrozumiałam, że światłość, której tak pragnęłam, była blisko mnie. Wystarczyło tylko otworzyć swoje serce. Przyłączyłam się do tej wspólnoty. Najbardziej pamiętam dzień, w którym przyjęłam w swe dłonie i oddałam siebie Światłości. Ona przenikała mnie, a me oblicze zajaśniało. Ta Światłość jest skarbem mego serca. Jestem tutaj i pomagam wraz z innymi “ognikami” naszej wspólnoty wszystkim tym , którzy nie mają sił iść sami i nie umieją znaleźć sensu i celu tej wędrówki.
Zrozumiałam, że “osobiste spotkanie ze światłością (Chrystusem) rozjaśnia życie nowym światłem”, że “trzeba się otwierać i wystawiać na promieniowanie słońca, jakim jest sam Pan Bóg”, bo “Niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Bogu”. Idę z ufnością, ponieważ me serce napełnia obecność Chrystusa.”
(z www.bosko.pl)
Ja też się tak czuję… Ciągle szukam tego Światła, tęsknię do Niego, a zarazem tak często upadam… Zniechęcenie a nawet zawracanie z raz obranej drogi… Czy to się kiedyś skończy? Czy kiedyś wkrocze na tą właściwą drogę i już z niej nie zejdę? Kiedy to będzie?
Przypowieść
środa, 8 Luty 2006
Postawił diabeł Chrystusa na górze Cadillac i kazał mu spojrzeć w dół. Do nieba był tylko jeden krok, a w dole rozpościerała się kraina żyzna i piękna jak kolorowa pocztówka. Woda była głęboko błękitna, las na zboczach wysepek soczyście zielony, a piasek nadbrzeżny miał kolor złotego kruszcu.
- To wszystko będzie twoim – kusił diabeł – jeśli dasz mi drobiazg – duszę.
Popatrzył Chrystus – do nieba był tylko jeden krok – i pokręcił głową. – Nie, diable, nie skusisz mnie miękkim futrem lasów ani przejrzystym lustrem wody, bliższa mi od nich moja własna dusza.
Zmartwił się diabeł, ale nie stracił nadziei. Przejdźmy się trochę – powiedział – i zeszli nisko pomiędzy łodzie rybackie. Wszedł Chrystus do łodzi i zobaczył jak rybacy zarzucają sieć, a potem z wysiłkiem wielkim, ryb pełną ciągną ku brzegowi. Zaczął im pomagać Chrystus i gdy z oddechem krótkim i błyszczącymi oczyma już dotykał trzepoczących w sieci, powiedział diabeł – będą twoje, ale tylko wtedy, jeśli mi oddasz duszę. – Bierz ja – krzyknął Chrystus – obydwie ręce zanurzone w wodzie – i nie przeszkadzaj ludziom w codziennej walce o życie na ziemi.
(Halina Poświatowska)
Wyobraź sobie…
środa, 28 Grudzień 2005
Wyobraź sobie, że masz otwarte konto w banku. Codziennie na twój rachunek przelewana jest suma 86 400 dolarów. Jest to kwota, z którą możesz zrobić, co zechcesz, bank likwiduje saldo jeszcze tego samego dnia wieczorem. Kredyt się kończy. Konto zostaje wyzerowane. Pieniądze i cele, jakie można przy ich pomocy osiągnąć w danym dniu, bezpowrotnie przepadają. I tak się dzieje każdego dnia.
A co ty byś zrobił. Wydałbyś każdy cent z rachunku oczywiście.
Każdy z nas ma taki bank. Nazywa się CZAS. Codziennie udziela ci kredytu w wysokości 86 400 sekund. Każdej nocy zabiera to, czego dobrze nie zainwestowałeś podczas dnia. Nie przenosi tego co pozostało no następny dzień. Nie pozwala przekroczyć kredytu. Każdego dnia otwiera dla ciebie nowe konto. Wieczorem niszczy to, co pozostało. Jeśli nie wykorzystasz swojego dziennego kredytu, będzie to tylko twoją stratą. Tu nie ma powrotu. Tu nie można żyć na konto jutra. Musisz żyć na konto dnia dzisiejszego. Dlatego musisz zainwestować tak, aby otrzymać jak najwięcej zdrowia, szczęścia i sukcesu! CZAS biegnie. Wykorzystaj każdy dzień.
¨ Jaką wartość ma jeden rok?
Zapytaj studenta, który nie zdał decydującego egzaminu.
¨ Jaką wartość ma jeden miesiąc?
Zapytaj matkę, która urodziła za wcześnie dziecko.
¨ Jaką wartość ma jeden tydzień?
Zapytaj wydawcę tygodnika.
¨ Jaką wartość ma jeden dzień?
Zapytaj robotnika, który znalazł jednodniową pracę i ma dzieci do wykarmienia.
¨ Jaką wartość ma jedna godzina?
Zapytaj zakochanych czekających na spotkanie.
¨ Jaką wartość ma jedna minuta?
Zapytaj biznesmena, który spóźnił się na samolot, mający go zawieźć na spotkanie mogące mu przynieść fortunę.
¨ Jaką wartość ma jedna sekunda?
Zapytaj osobę, która uniknęła wypadku.
¨ Jaką wartość ma jedna milisekunda?
Zapytaj osobę, która po wielu latach ciężkich treningów i wyrzeczeń zdobyła srebrny medal na Olimpiadzie.
Dbaj o każdą chwilę, która została ci ofiarowana! Wykorzystaj ją. Pamiętaj, że czas na nikogo nie czeka. Wczoraj jest historią. Jutro jest tajemnicą. Dzień dzisiejszy jest darem.
(Tekst znaleziony w Internecie. Autor nieznany.)
Niedziela
niedziela, 11 Grudzień 2005
Pewien człowiek przed śmiercią przypomniał sobie całe swoje życie. Widział je w postaci obrazów mijających na horyzoncie. On sam kroczył rozległą plażą nad morzem, a obok niego szedł Pan Jezus. Za nimi pozostawały ślady ich stóp na piasku. Mijali wspomnienia dobre i złe. W pewnym momencie zobaczyli obraz bardzo smutny, więc człowiek odwrócił twarz, żeby nie patrzeć. I wtedy zauważył za sobą ślady pozostawione tylko przez jedną parę stóp. Zrobiło mu się przykro więc zwrócił się do Jezusa:
- Byłeś przy mnie kiedy się cieszyłem i kiedy było mi dobrze, ale kiedy czułem się samotny, zagubiony, smutny, zostawiłeś mnie…
- Mylisz się – odpowiedział Jezus – wtedy Ja niosłem ciebie na rękach