Pustka…
sobota, 24 Styczeń 2009
Bardzo dawno mnie tu nie było więc spieszę donieść co u mnie słychać. Tak więc Święta minęły, Nowy Rok też, całkiem miło zresztą… Byłam chora, zdążyłam już wyzdrowieć…Świętowałam z M. cztery i pół roku bycia razem…
To tak w wielkim skrócie. A w szczególe? Czuję się cały czas, jakby mi czegoś brakowało. I nie mam pojęcia czego. Uczucie to znika tylko przy M., ale też nie zawsze… Chyba można by to nazwać brakiem sensu w życiu. Bo go nie widzę. Nic się u mnie ciekawego nie dzieje, wszelkie przygody omijają mnie szerokim łukiem… A ja tak bym chciała, żeby coś się w końcu mi przydarzyło…
Czasami mam wrażenie, że to uczucie zniknie dopiero jak wyjdę za mąż i będę miała dzieci… Że właśnie rodzina stanie się sensem mojego życia i zapełni tą pustkę, której nic nie jest w stanie wypełnić… Może dlatego tak kurczowo trzymam się myśli o małżeństwie i macierzyństwie… Ale z drugiej strony nie wiem, czy nie stanie się zupełnie odwrotnie… Czy całkiem mnie to nie przytłoczy, czy będę się umiała w tej nowej roli odnaleźć…
Najgorsze chyba jest czekanie… Bo jeszcze trzy i pół roku do ewentualnego ślubu… Tak wybraliśmy, postanowiliśmy… I czekam z rezygnacją na ten dzień… Bo co mogę zrobić? Ani tego nie przyspieszę, a oddalać nie ma sensu… Nie chcę sobie robić nadziei, że będzie cudnie i wspaniale… Więc właśnie rezygnacja mi zostaje…
Chwilami mam nadzieję, że może w Poznaniu, jeśli uda mi się tam wyjechać, odnajdę swoje miejsce… W sumie mam taka malutką nadzieję… ale też nie mam pewności. Bo duże miasto to może być właśnie to moje miejsce, jak i może się okazać pułapką, z której ciężko mi będzie wrócić…
Ale co ma być to będzie… I tak niewiele zależy ode mnie. Naszym życiem kieruje przypadek, my tylko możemy do niego uśmiechnąć się albo odwrócić plecami… I więcej nic.
Miało być sympatycznie, wyszło melancholijnie. Trudno.
Smutne
poniedziałek, 2 Lipiec 2007
Nie cierpię płakać przez M. … :(
Ja wiem, że on nie robi tego świadomie… ale czasami tak to już bywa…
A oprócz tego zawaliłam egzamin wstępny…
Dzień – jeden wielki koszmar…
:(
…
niedziela, 1 Lipiec 2007
Tyle razy upadam i braknie mi sił…
Boże mój, przebacz mi!
Nie wódź na pokuszenie,
lecz ode złego zbaw,
Boże nasz – przebacz nam!
Podłość
niedziela, 28 Styczeń 2007
Bywam podła. Czasami nawet bardzo. Szntażuję, jestem niesprawiedliwa, przeze mnie w oczach tych na których mi zależy pojawiają się łzy…
A potem te same osoby, które przez mnie płacza mówia mi że jestem taka dobra, wspaniała i och i ach… A ja im, zamiast zaprzeczyć… ech…
próżność i pycha… nie sądziłam że kiedyś mnie to dopadnie…
jaka jestem naprawdę? dobra i tylko udaję złą, czy na odwrót?
moze wolę nie znac odpowiedzi…
Dlaczego?
wtorek, 23 Styczeń 2007
Dlaczego? Dlaczego nie umiem mówić nie? =(
Smuteczki…
Było lepiej…
W Panu moja nadzieja…
dopisane
otaczają mnie wspaniali ludzie… powinnam częsciej to dostrzegać…