Zalatana
środa, 21 Marzec 2007
Ostatnio bardzo dużo się u mnie dzieje, ale nie mam nawet kiedy o tym pisać… Cały czas albo się uczę, albo jem, albo śpię, jeszcze czasami zdarza mi się sprzątać… Nie mam nawet kiedy wchodzić na neta…
Np. Robimy z kolegą referat na religię o antykoncepcji. I jestem bardzo ciekawa jak nam to wyjdzie… Zależy mi, żeby to wszystko przedstawić obiektywnie… Trochę się tego boję, bo znając naszą klasę to zostaniemy wręcz zahukani, ale trzeba spróbować. Może się uda :)
Mój Kochany żalił mi się ostatnio, że tak rzadko się widzimy… Że sobie miejsca w domu nie potrafi znaleźć, i cały czas siedzi na necie czekając aż ja będę dostępna… A ja szczerze mówiąc nawet nie mam czasu porządnie zatęskić za nim… No nie mam, chociaż bym chciała… Bo doba jest za krótka… :(
Jak to jest?
piątek, 16 Marzec 2007
że czasami nie potrafię scierpieć tej naszej szkoły? czasami jest mi na wskroś obojętna, czasami nawet ją trochę lubię… ale chwilami to naprawdę się cieszę, ze już wychodzę z tej szkoły…
dzisiaj nie… wczoraj… dzisiaj to jestem zadowolona. Mieliśmy próbne matury ustne na angolu i mam 85% z rozszerzenia :) I bardzo się z tego cieszę :)
błędy? gramatycznych nie było (większych), ale mam proste słownictwo i używam zbyt prostych struktur gramatycznych… heh, każdy anglista mi to mówi ;)
co dobrze? zorganizowana wypowiedź, nie widac że się stresuję, umiem powiedzieć to, co myślę :)
co musze zrobić? więcej się uśmiechac :)
Pan Tadeusz
niedziela, 28 Styczeń 2007
wszystko ostatnie… ostatnie chwile w mojej szkole, z moja klasą… zostało mi tak mało czasu…
wczoraj była nasza studniówka… było cudownie, bawiłam się jak chyba nigdy wcześniej, a ten czas tak szybko minął… polonez, podrzucanie Pana Tomka, stolaty, zdarte pończochy, zdjęcia, obolałe stopy…
nostalgia za tym co było… co siękończy… szkoda że tak późno włączyłam się w zycie klasy, a i tak za późno żeby zmieniac opinię o sobie wśród niektórych ludzi… Niedoceniałam ich… Bywają wkurzający, czasami chamscy, ale to z nimi spędziłam trzy lata, z niektórymi nawet sześć…
Boję się, że stracimy kontakt ze sobą… A na studiach się nie odnajdę i będę znowu sama… Teraz, gdy dopiero zaczynam doświadczać co to prawdziwa przyjaźń, ze nie wszystko trzeba traktować serio…
Za późno nauczyłam się żyć… Ale to się zmieni… Carpe diem…
Strasznie męczący dzień…
piątek, 5 Styczeń 2007
już dawno takiego nie miałam… Wczoraj rano poszłam do tego ginekologa, ale w sumie niewiele sie dowiedziałam, tylko tyle ze trzeba to obserwować i mam przjść w lutym… M. nie mógł ze mną iść bo miał kolokwium a kumpela sie rozchorowała i musiałam iść sama…
Potem pojechałam do szkoły i dostałam okres i tak mnie brzuch bolał, że myślałąm że już nie zdierżę… Ale koleżanka mnie poratowała tabletkami…
Potem na wf ćwiczylismy poloneza a raczej próbowaliśmy, co z boku musiało wyglądać dość komicznie… Po wf zostałyśmy z kumpelami na SKS (szkolne koło siatkarskie czy coś w tym stylu) i poprawiałyśmy oceny z wfu… Półtorej godziny intensywnie ćwiczyłyśmy siatkówkę ale udało mi sie poprawić 2 oceny…
A potem po szkole było tak późno że od razu musiałam jechac na britam i w domu byłam o 19.30…
Jeszcze dodam ze w pośpiechu zapomniałam spakowac komórki, kluczy i śniadania…
A dzisiaj boli mnie każdy miięsień….
I nic
środa, 20 Grudzień 2006
mi się wczoraj nie udało załatwić… =( W szkole się dowiedziałam się do ginekologa trzeba się zapisywać z kilkudniowym wyprzedzeniem… Więc zostałam na lekcjach i musiałam wszystkim nauczycielom się tłumaczyć dlaczego nie mam zeszytów… Makabra… A jak po lekcjach chciałam iść się zapisać, to się okazało, że już nikogo w recepcji nie było… I dowiedziałam się, “że trzeba było przyjść godzinę wcześniej!” Ciekawe jak?! Jak stamtąd wyszłam to poczułam się taka bezsilna i w ogóle, że się poryczałam…
Dzisiaj w szkole zadzwoniłam tam i umówiłam się i idę 4 stycznia…
Dobrze jest mieć przyjaciół…