Pięć dni z M.
sobota, 8 Sierpień 2009
To był naprawdę piękny tydzień. Tak akurat się złożyło, że nasze rodziny postanowiły wyjechać w tym samym terminie i mieliśmy czas tylko dla siebie. Troszkę tylko szkoda, że nie mogliśmy tego czasu w pełni wykorzystać. Ja z powodu Maca, on – remontu. Dobrze nam było razem. Wspólne jedzenie, wieczorem oglądanie filmów. Ile taka zwykła codziennośc zyskuje, gdy w pobliżu jest ukochana osoba… Zwykłe gotowanie, sprzątanie, kąpiel stają się swego rodzaju rytuałem…
A teraz musiałam wrócić do siebie i będę mogła tylko wspominać… i czekać na kolejną taką okazję…
I po wakacjach
wtorek, 30 Wrzesień 2008
Cóz mogę rzec na temat tych wakacji… Były pełne wrażeń, niezwykłe, inne od tego co do tej pory doświadczyłam. O pracy na Kaszubach dość się rozpisywałam, oprócz tego byłam jeszcze we Włoszech… Asyż, San Marino… Przepiękne miasta… Rzym, gdzie Colosseum stoi sobie jakby nigdy nic przy wyjściu z metra… Jakby kpił sobie z czasu i przemijania… wszystko się zmienia a ja wciąż stoję… Watykan i spotkanie z papieżem…
I jeszcze mieliśmy taką wspaniała pogodę. Było ciepło, ale nie na tyle ze się umierało z gorąca… Morze jeszcze ciepłe było, znalazłam kilka pięknych muszli…
A co teraz u mnie się dzieje? Cóz, właśnie się dowiedzieliśmy, ze rozwiązano nam kierunek…Na dwa dni przed końcem sesji dostaliśmy maile. Nie mamy wyjścia, musimy studiować Energetykę w języku polskim… Nie powiem, potraktowali nas trochę z buta… :/
A sesja? Cóz na razie tylko matematyki mi brajkuje, reszte mam cala zaliczona…
i’m a happy man
wtorek, 19 Sierpień 2008
Czego mi brakuje do szczęścia?
W sumie to niczego. Mam kochanego i kochającego faceta, fajną rodzinę, wyrozumiałych rodziców, pieniędzy może nie mam w nadmiarze, ale tez mi ich jakoś specjalnie nie brakuje, mam małe grono przyjaciół, na których zawsze mogę liczyć i z którymi świetnie się bawię, mam swój pokój, studiuję…
Jestem zadowolona z tego co osiągnęłam do tej pory, co mi przyniosło życie. Mam marzenia, wiele marzeń i będę pracować, żeby się spełniły. Od wakacji mam odwagę żeby stanąć w prawdzie. Znam swoje zalety i wady. Wiem, ze jestem leniwa, roztrzepana, skryta i trochę ze mnie bałaganiara. Wiem ze muszę nad sobą pracować, ale zyskałam coś bardzo ważnego: świadomość, ze moje życie, moja przyszłość zależy tylko ode mnie. I zyskałam odwagę, żeby z tego korzystać. Mogę iść przed siebie z podniesioną głową i patrzeć ludziom w oczy. Nie muszę się niczego wstydzić. Popełniam błędy, jak każdy, ale staram się je naprawiać i wyciągać z nich wnioski. Mam odwagę z nadzieją patrzeć w przyszłość, wiem, co chcę w życiu osiągnąć, do czego zmierzam.
Szczęściara ze mnie. Wiem, ze wielu ludzi w moim wieku cały czas szuka swojej drogi, tego dokąd i którędy mają zdążać… Ja już to wiem, teraz wystarczy tylko nie przegapić żadnej szansy i uparcie iść do przodu, nie dać się stłamsić ani zepchnąć. Mam siłę walczyć o marzenia.
I to jest piękne. I to jest szczęście.
Praca na Kaszubach…
czwartek, 31 Lipiec 2008
Dawno już nic nie pisałam, ostatnia notka to prawie dwa miesiące temu… Sesja letnia była, zostały mi jeszcze trzy egzaminy do zdania, byłam miesiąc na Kaszubach… Wspaniały czas, ale nie chce mi się go opisywać… Tylko strasznie tęsknię za tamtymi ludźmi, za atmosferą… Za końmi… Miesiąc pracy przy koniach – coś wspaniałego. Tutaj w domu, nie umiem sobie znaleźć miejsca… Z M. niby się miesiąc nie widziałam, a jakoś tak nawet specjalnie sie nie stęskniłam… Nie wiem,, może nudzi mnie trochę już ten związek? Jesteśmy ze sobą cztery lata, a nic sie nie dzieje… Niby jest dobrze, ale jak zawsze jest dobrze to tez niedobrze… a może się czepiam?
Brakuje mi tych zwariowanych ludzi… Mam 20 lat, a to z nimi pierwszy raz zapaliłam papierosa, piłam wódkę… I dobrze mi z tym było… Dobrze się z nimi bawiłam, dobrze się z nimi pracowało. Nauczyłam się jeździć konno. Trzy razy spadłam z konia. Ile razy zostałam zdeptana to nie policzę… Jestem w domu tydzień i już się nudzę.
Rodzice marudzą mi ze mam uczyć się do egzaminów, ze zawale rok… A ja mam to w nosie. Tam spędzałam 10 godzin dziennie na powietrzu, a tu nigdzie nie mogę się ruszyć… A nawet jakbym chciała to nie mam gdzie. Najchętniej jutro bym tam wróciła. I już została…
Wrócę tam za rok…
Po wakacjach
wtorek, 4 Wrzesień 2007
Campus był, minął… Lato się kończy… Zbliżają się studia… A ja wciąż niczego nie wiem… Niczego się nie nauczyłam…